Przełomowe badanie profesora T. Colina Campbella wstrząsnęło światem dietetyki.

Dieta roślinna jako recepta na zdrowie? Dla wielu to wciąż nie do pomyślenia. A jednak profesor twierdzi inaczej i jak zapewnia, sam jest żywym przykładem tego, że na roślinach da się żyć!

 
T. Colin Campbell – emerytowany profesor w Katedrze Biochemii Odżywiania im. Jacoba Goulda Schumana na Uniwersytecie Cornella, autor ponad 300 tekstów naukowych i bestsellerowej książki "Nowoczesne zasady odżywiania".
Rozmawiała: Katarzyna Konopa
Fot. Gage Skidmore
 
Panie Profesorze, co spowodowało, że uznał Pan, że odżywianie roślinne jest drogą do zdrowia. Czy był to jakiś konkretny moment w Pana życiu ? jakieś wydarzenie, czy był to cały proces lub cykl wydarzeń?
Przez wiele lat wraz z kolegami po fachu szczerze wierzyłem i propagowałem pogląd, że im więcej białka zwierzęcego spożywamy, tym lepiej dla naszego zdrowia. Robiłem jednak długoterminowe badania na Filipinach, dotyczące niedożywionych dzieci i to, co tam zaobserwowałem, było sprzeczne z moimi poglądami. Dowiedziałem się przy tej okazji, że małe dzieci, które jadły więcej białka niż ich rówieśnicy, częściej chorowały na nowotwory. Na początku nie byłem przekonany, ale wkrótce potem przeczytałem opracowanie na temat badań na zwierzętach, wynikom którego nie mogli nadziwić się nawet naukowcy biorący w nim udział. Zdecydowałem się na przeprowadzenie własnych badań. Rozpocząłem starania o ich finansowanie i otrzymałem pieniądze z National Institutes of Health (jedna z najbardziej prestiżowych medycznych placówek badawczych w USA (przyp. red.), który wspierał mnie przez kolejne 27 lat. Chciałem się dowiedzieć, jak rzeczywiście wygląda sytuacja z białkiem ? czy prawdą jest, że jego duża ilość powoduje większe ryzyko zachorowania na raka.
 
Czy w tym czasie już odżywiał się Pan roślinnie?
Nie, cały czas próbowałem dowiedzieć się prawdy. Moim najbardziej znamiennym odkryciem było to, że nowotwory można włączać i wyłączać. Zwiększając podaż białka zwierzęcego, włączamy raka, a zmniejszając ją, wyłączamy. Te zmiany są bardzo szybkie.
 
Czy może być za późno, aby raka wyłączyć?
Badamy to w tej chwili. Takie odkrycia nie są popularne wśród lekarzy, wśród ludzi, którzy nie chcą wierzyć w to, że odżywianie może mieć tak ogromny wpływ na zdrowie i zachorowalność na raka. To jest naszą największą barierą.

Taka historia dotknęła mnie osobiście, jako wieloletnia wegetarianka, a potem weganka próbowałam przekonać mojego chorego na raka tatę do zmiany diety. Lubił tradycyjne jedzenie, dużo mięsa i tłuszczu. Nigdy nie udało mi się go przekonać do zmiany nawyków i kilka lat temu zmarł na raka.
Znam bardzo dobrze wiele takich historii. Ludzie nie chcą uwierzyć w to, co odkryłem. Rozmawiałem z onkologami i innymi lekarzami na uczelniach medycznych, wielu odrzuciło moje badania, ale część zaczyna mnie słuchać. Coraz częściej lekarze akceptują fakt, że tradycyjne metody leczenia raka nie są skuteczne. Zakończyłem właśnie pisanie pracy, która zostanie wkrótce opublikowana. Dotyczy diety i wszystkiego, w co wierzymy w kwestii chorób i żywienia. Moje odkrycia publikowane były w najbardziej prestiżowych pismach naukowych. Dopiero teraz, po wielu latach, moje wnioski okazują się prawdziwe także w przypadku innych schorzeń, m.in. chorób serca czy autoimmunologicznych.
 
Czy lobby mięsne uprzykrza Panu życie? Z pewnością są Pana przeciwnikami?
Oczywiście, że są. Nie podoba im się to, co robię. Rozumiem ich stanowisko, nie akceptuje go, ale rozumiem.

Świat medyczny powoli dogania Pana odkrycia, Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) wprowadziła już pewne korzystne zmiany w swoich zaleceniach. Mnie niepokoi fakt, że w Polsce bardzo powoli dostosowujemy się nawet do tych zaleceń. Pomimo uznania diety wegetariańskiej i wegańskiej za odpowiednią na każdym etapie życia człowieka, w przedszkolach i szkołach posiłki są nadal bardzo niezdrowe i trudno jest uzyskać opcję roślinną.
Trzy lata temu rozmawiałem z szefem FAO (Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa  przyp. red.). Prosto z Polski jadę do Brukseli, aby przedstawić wyniki moich badań w Parlamencie Europejskim. Jestem bardzo podekscytowany możliwością spotkania z bardzo ważnymi osobami, z decydentami. Takie rozmowy mogą zapoczątkować zmiany. Ci ludzie tworzą zalecenia i wytyczne.

Czy poleca Pan dietę roślinną na każdym etapie życia, od poczęcia do starości?
Oczywiście, że polecam!
 
Wiele matek ugina się pod presją społeczną, uważając, że powinny zapewnić dziecku białko zwierzęce, przynajmniej w postaci krowiego mleka czy nabiału. Jestem mamą zdrowego wegańskiego dziecka, nie dałam się zwariować i promuję zdrową dietę roślinną, ale wielu rodziców ugina się pod naporem argumentów przeciwników.
Przemysł mleczarski ma spore wpływy. Rząd USA pozostaje pod kontrolą przemysłu, mam te wiadomości z pierwszej ręki.
Przez 20 lat byłem członkiem rady eksperckiej w Kongresie Stanów Zjednoczonych, występowałem w telewizji itp., byłem jedną z osób odpowiedzialnych za tworzenie przepisów i rekomendacji żywieniowych, stałem na skrzyżowaniu nauki i przemysłu. Będąc wewnątrz tej machiny, widziałem to wszystko na własne oczy i wiem dokładnie, jak to się odbywa. Schemat jest podobny na całym świecie.
 
Czy jest pan zwolennikiem długiego karmienia piersią? Czy uważa pan, że to najlepszy sposób żywienia dzieci?
Karmienie piersią jest najważniejsze. Mleko matki jest najlepszym pokarmem dla niemowlęcia. Kiedy dziecko zaczyna potrzebować stałych pokarmów, czyli około szóstego miesiąca życia, powinno spożywać to samo zdrowe jedzenie, które zjada jego matka i nadal być karmione piersią.
 
Czyli metoda BLW, która pozwala dziecku na samodzielne jedzenie, bez stosowania papek i słoiczków?
Tak, dokładnie. Najgorszą rzeczą dla dziecka jest zakończenie spożywania mleka matki, mleka ludzkiego i przejście na mleko krowy. To najgorsza opcja.

Matki są pod ogromną presją swoich rodziców, lekarzy i innych specjalistów. Znam wiele sytuacji, kiedy wegetariańskie mamy poddały się i włączyły do diety dzieci nabiał, a nawet mięso.
Chciałem sprostować, nie używam sformułowań dieta wegetariańska czy dieta wegańska. Nie o tym piszę. Te diety są bliskie temu, co mówię, ale nie zawsze.
 
90 proc. wegetarian nadal je produkty mleczne i jajka oraz spożywa dużo tłuszczu. Często zamienia mięso na sery. Wielu wegan spożywa zbyt dużo oleju. Wiele z tych osób wcale nie odżywia się w zdrowy sposób.
Ja mówię o pełnowartościowym pożywieniu (wholefoods), jak najmniej przetworzonych produktach roślinnych dostarczonych przez naturę.
 
Sceptycy mówią, że w warzywach i owocach jest tak wiele sztucznych nawozów i trucizn, że właściwie nie ma różnicy pomiędzy jedzeniem roślinnym a spożywaniem zwierząt karmionych antybiotykami. Coraz więcej antybiotyków traci skuteczność w leczeniu ludzi poprzez karmienie nimi zwierząt…
Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że warzywa są źródłem tylu substancji chemicznych. Średnio 95 proc. spożycia ciężkich substancji chemicznych pochodzi z produktów mleczarskich, ryb i mięsa, a nie z warzyw. Jest to problematyczne, ponieważ nasz organizm nie ma możliwości metabolicznego przetworzenia tych związków. Mleko i ryby są szczególnie niebezpieczne zwierzęta konsumują te związki i również nie są w stanie ich usunąć, więc ludzie spożywają je z produktów odzwierzęcych w wysokich stężeniach.
 
Nie ma dowodów na to, że stężenia zanieczyszczeń występujące w roślinach są szkodliwe dla człowieka, więc nawet warzywa i owoce ze źródeł nieekologicznych są bezpieczniejsze niż produkty odzwierzęce. Oczywiście im mniej związków chemicznych, tym lepiej, ale to warzywa i owoce są źródłem witamin i minerałów.
Z własnych badań wiem, że to rozbudowane związki węglowodanów, minerały, witaminy, białka, antyoksydanty i inne substancje zawarte w roślinach są dla zdrowia człowieka najlepsze. To one pomagają zwalczać szkodliwe działanie chemikaliów poprzez wzmacnianie naszego systemu immunologicznego. Duża odporność ma znaczenie w tolerowaniu zanieczyszczeń chemicznych do pewnego poziomu, nie załatwia całkowicie problemu, ale pomaga nam do pewnego stopnia.
 
Czy ma pan jakieś wskazówki dla osób ze schorzeniami autoimmunologicznymi? Czy zaleca Pan dietę roślinną dla osób z tego typu przypadłościami?
Tak, zdecydowanie! Opowiem dla przykładu o stwardnieniu rozsianym. To bardzo skomplikowana i poważna choroba. Zaskakujące jest to, że stowarzyszenia lekarskie zajmujące się tym konkretnym schorzeniem nie chcą ze mną nawet rozmawiać o odżywianiu! Leczyłem 15 pacjentów cierpiących na SM i we wszystkich przypadkach odpowiednia dieta zatrzymała lub cofnęła postęp choroby. Nie mogę zbyt dużo powiedzieć na ten temat. Badania nie są wystarczające, aby się na nie powoływać, ale podstawowe odkrycia naukowe wspierają tę tezę. Artretyzm to kolejne schorzenie, które można leczyć dietą. Jak wynika z moich obserwacji, przy odpowiedniej diecie ból znika. Przy cukrzycy moje spostrzeżenia są podobne, jak i w przypadku choroby Hashimoto. Mechanizmy różnią się przy każdym schorzeniu, ale to jest właśnie piękno diety roślinnej działa na wiele różnych sposobów, prowadząc do poprawy zdrowia. Dlatego nazywam to powrotem do natury. To jest po prostu natura w działaniu, nic więcej.

Co pan sądzi o żywności modyfikowanej genetycznie?
Jestem przeciwnikiem GMO. Nie mam własnych badań, aby udowodnić, że to nie jest właściwe podejście. Nie wiemy, jakie skutki wymiana poszczególnych genów będzie miała w przyszłości, nie widzimy efektów w tej chwili, ale problemy mogą być poważne. GMO to eksperyment przeprowadzany na ludziach. W Europie prawo zaleca znakowanie produktów GMO, w USA nie mamy właściwych przepisów. Argument, że trzeba produkować więcej pożywienia, jest moim zdaniem niedorzeczny! Mamy wystarczająco dużo jedzenia, wystarczy zastąpić produkty odzwierzęce roślinnymi.
 
Jakie argumenty stosuje Pan najczęściej, aby przekonać kogoś na tradycyjnej diecie do przejścia na dietę roślinną?
Sporo o tym myślę! Chyba moją ulubioną odpowiedzią jest to, że pełnowartościowa dieta roślinna podana danemu człowiekowi pozwala na szybką poprawę jego stanu zdrowia, zwykle w ciągu tygodnia. Film Plant Pure Nation pokazuje to na konkretnych przypadkach. Dr Esselstyn zaczął prowadzić badania 25 lat temu. W pewnym momencie przeczytał o moich odkryciach w New York Times. Zaprzyjaźniliśmy się. Wykonał niesamowite badania na temat związku diety i chorób serca. Uważam, że najlepszym argumentem jest nie tyle zapobieganie chorobom, co na diecie roślinnej się oczywiście udaje, ile leczenie już rozwiniętych chorób. Leczenie i prewencja. Pełnowartościowa dieta roślinna jest zupełnie wolna od białka zwierzęcego, na swoich wykładach dokładnie wyjaśniam mechanizm negatywnego działania białka zwierzęcego.
 
Mamy do dyspozycji wyniki badań prowadzonych na społecznościach spożywających różne ilości białka zwierzęcego od bardzo małych po bardzo duże. Wyniki są jednoznaczne: im więcej białka pochodzenia zwierzęcego w diecie, tym większe ryzyko zachorowania na choroby serca, raka piersi, raka prostaty. Żadna inna dieta nie przynosi nawet zbliżonych rezultatów! Ktokolwiek ma wątpliwości, niech nam pokaże badania, które temu przeczą.
 
Częstym argumentem jest: Ludzie zawsze jedli mięso.
To nie jest prawda! Nie ma wystarczających badań antropologicznych, aby to potwierdzić. Nasi najbliżsi kuzyni jedzą 25 proc. pokarmu zwierzęcego i to głównie z insektów. Najsilniejsze ssaki na ziemi, czyli hipopotamy, słonie, byki, goryle, konie, krowy czy nosorożce jedzą wyłącznie rośliny!

Ile czasu upłynie, zanim świat podąży w stronę diety roślinnej? Nie mówię tutaj o Indiach?
Indie to nie jest dobry przykład. Nadal spożywa się tam dużo produktów mlecznych i tłuszczu. Badanie w Chinach to była tylko części naszej pracy, ale otrzymało dużo uwagi w mediach, co zmusiło mnie do obrony rezultatów tego badania, konieczne było zajęcie stanowiska. Bardzo mocno się nad tym zastanawiałem, studiowałem wegetarianizm, który nie był wtedy zbyt popularny, od tego wyszedłem. Od tamtego czasu nastąpiły kolosalne zmiany, od znajomego profesora zajmującego się trendami dowiedziałem się, że to właśnie China Study rozpoczęła rewolucję w sposobie żywienia, która ma miejsce w tej chwili.
Obserwuję także, w jaki sposób reagują na mnie przedstawiciele przemysłu mlecznego. Potrafią być bardzo niesympatyczni. Media społecznościowe również odgrywają dużą rolę, szczególnie wśród młodych ludzi. Kiedy widzę to wszystko, to myślę, że coś się rzeczywiście zmienia! Zmiana może nastąpić szybciej, niż myślimy.
 
Jaki jest Pański stosunek do glutenu?
Nadwrażliwość na gluten to poważny problem dla części ludzi. Na podstawie badań mogę powiedzieć, że najprawdopodobniej około 23 proc. ludzi ma jakiś stopień nadwrażliwości na gluten, z czego w przypadku 12 proc. może ona być poważna. Ta liczba nie jest nawet bliska 20 30 proc. sugerowanym przez pewne źródła. Produkty bezglutenowe są mocno przetworzone i mogą być niebezpieczne. Dr William Davies napisał książkę na ten temat (Wheat Belly, przyp. red.), nie przepada za mną i zawarł w niej oskarżenia pod moim adresem. Za wiele schorzeń wini zboża i ziarna.
Problem z glutenem nie jest w tej chwili trudny do zdiagnozowania, nie ma powodu unikać zbóż, jeśli się nie cierpi na nietolerancję glutenu.
 
A co z suplementacją witaminy B12 i D3. Czy osoby na diecie roślinnej powinny najpierw sprawdzić ich poziom, czy wszyscy powinni je zażywać?
Zacznę od B12. Tutaj sprawa jest bardziej skomplikowana niż to, co powszechnie wiadomo. Niedobór tej witaminy może powodować anemię i inne poważne schorzenia. Przy suplementacji problemy znikają. Wśród osób na diecie roślinnej poziom B12 jest zwykle niski, ale nie zawsze zbyt niski. Z badań wiemy, że anemia spowodowana niedoborem B12 jest równie częsta u roślinożerców, jak u wszystkożerców, więc nie tylko roślinożercy suplementują.
Jeśli chodzi o D3, to lekarze badają status tej witaminy poprzez możliwości jej przechowywania w organizmie, a te właściwości mogą się zmieniać wraz z porami roku. Ważna jest zdolność organizmu do przetwarzania witaminy D3 w bardziej aktywną substancję. Wielkość zbiornika tej witaminy jest różna u każdeg z nas, więc badania mogą nie odzwierciedlać prawdy. Rynek suplementacji tej witaminy jest ogromy i znowu panują w tej materii zależności. Moim zdaniem problem nie jest tak duży, jak przedstawiają go media.
 
Jakie pożywienie wybiera Pan na co dzień?
Zjadam to, co przygotuje dla mnie moja żona!