4. Wyjazd na Sri Lanke

Wspomnienia

Sri Lanka 
 
Ta wyspa i miejsce które wybraliśmy na Holistyczny Wellness, który odbył się w listopadzie 2016 , to naprawdę optymalna lokalizacja i najlepszy czas.
Sri Lanka mimo trudnej niedalekiej przeszłości ( tsunami ), emanuje spokojem, życzliwością i prostotą. Mieszkańcy uśmiechnięci, przyjacielscy, pomocni. Można pomyśleć, że filozofia, czy też religia, którą wyznaje większość lankijczyków, czyli buddyzm, przekłada się tu na spokojne, harmonijne życie.
 
To naprawdę idealne miejsce na totalny reset i regenerację. Czas w jakim tam pojechaliśmy także najlepszy jak już wspomniałam. U nas w Polsce, szaruga i słota, a tam początek sezonu.  Jeszcze nie tak gorąco, już nie pada, turystów nie tak wielu, więc bez tłoku.
 
Nasze życie na wyspie było tak samo proste i powolne jak jej rodowitych mieszkańców.
Także dietę dostowaliśmy do miejscowych produktów, zastępując ghee, którego na Sri Lance właściwie nie ma, genialnym olejem kokosowych. Okrągły ryż w kiczeri zastąpiliśmy tamtejszym ryżem czerwonym, bardzo smacznym i odżywczym.
 
Nasz dzień zaczynaliśmy dość wcześnie, sesją jogi nad basenem, potem rozkoszna kąpiel i śniadanie. Jak widać na zdjęciu wyłącznie owocowe! To część detoksu, jakiemu poddaliśmy nasze ciała i umysły.
Do obiadu nieśpiesznie odwiedzaliśmy miejscowe świątynie buddyjskie,  centrum Ajurwedy, targ warzywny,  ośrodek w którym hodowano malutkie żółwiki od momentu wyklucia z jaj aż do chwili kiedy będą gotowe do wypuszczenia do oceanu. Odwiedziliśmy muzeum sztuki jubilerskiej, najstarszą na wyspie twierdzę, pobudowaną jeszcze przez Portugalczyków, albo po prostu byczyliśmy się na plaży.
 
Po oczywiście dietetycznym ale smacznym obiedzie zaczynała się część warsztatowa. Czyli krótkie zajęcia gotowania, zajęcia teoretyczne, nauka automasażu, procesów oczyszcających itd. Wspólna kolacja, medytacja i tak przez 5 dni!
W czasie następnych 5 dni wypoczęci, wyruszyliśmy w głąb wyspy, aby dosłownie w ostatniej chwili zobaczyć uroczystości "adoracji" zęba Buddy, relikwi, która ok. 2 tysiące lat temu została przywiezione na wyspę i wokół której powstał wielki zespół świątynny.
Na naszej trasie był ogród przypraw, plantacja herbaty, kopalnia kamieni księżycowych z których słynie Sri Lanka, a przede wszystkim spotkania z uśmiechniętymi i zadowolonymi mieszkańcami.
 
Nasze zaskoczenia.
Pierwsze:
Brak żebrzących i zdeformowanych dorosłych i dzieci pod świątyniami i w miejscach publicznych.  Widok powszechny w niedalekich Indiach. Po prostu polityką państwa jest, aby każdy Lankijczyków miał pracę. To nic, że wynagrodzenie ledwo pozwala związać koniec z koñcem, czasem wymaga rozdzielenia rodzin. Każdy pracę ma. Naszą małą willę co prawda z ogrodem i basenem obsługiwało na stałe kilka osób. Powoli, systematycznie, z gracją i uśmiechem. Jedną z nich była kucharka o pięknym imieniu Shanti w tłumaczeniu z sanskrytu -pokój.
Shanti przychodziła co dzIeñ rano i  dla wszystkich domowników, pracownikôw i gości gotowała pośiłki. 
Drugie:
Po przyprawy, mleko kokosowe, lub maniok, skaczesz po prostu  do ogródka.
Liście curry, u nas dostępne tylko suszone, tam rosły na niepozornym drzewku w kącie ogrodu.
Maniok po prostu któregoś dnia został wykopany z innego kąta, kawałek od razu posadzony na rozmnożenie, a resztę korzeni konsumowaliśmy przez dwa dni. Z wiórkami kokosowymi i mlekiem kokosowymi po prostu pycha!
Do tej potrawy Shanti zrobiła na świeżo wiórki i mleko kokosowe z kokosów, które ogrodnik wprawnie zerwał z palmy rosnącej przed domem.
Trzecie:
Sądziłam, że w tadżinie gotuje się wyłącznie w Maroku. A tu zadziwienie , na Sri Lance także. To wspaniałe gliniane naczynia, w których na skutek lejkowatego kształtu pokrywki cyrkulacja pary wodnej daje niezapomniane walory smakowe.
Od tamtej pory bardzo często używam w domu tadżina.
O reszcie już nic nie napiszę. Po prostu pojedż z nami na kolejny wyjazd już na początku listopada tego roku. Daj się ponieść fali rozlużnienia i beztroski w nie tak znowu tropikalnej atmosferze.
Szczegóły holistycznego Wellnessu na Sri Lance w zakładce Aktualności.